Za szybko doszedł wyśmiała go.

 mężczyzna nie kończący szybko

Od dawna bał się właśnie takiej chwili, kiedy ciało zdradzi go w najmniej odpowiednim momencie, a ona zamiast zrozumienia wybuchnie śmiechem. Leżeli w półmroku, ona była już rozgrzana, oddychała głęboko, a on czuł, jak napięcie narasta zbyt szybko, jakby ktoś przekręcił w nim niewidzialny pokrętło. Próbował zwolnić, myśleć o czymś innym, nawet wstrzymać oddech, ale wszystko działo się za szybko – kilka głębszych ruchów, kilka spięć mięśni i już było po wszystkim. Dochodził nagle, gwałtownie, zanim zdążył naprawdę poczuć bliskość, a potem zamarł, wiedząc, że właśnie stało się to, czego najbardziej się obawiał. Ona najpierw zamilkła, potem parsknęła cicho, a w końcu wybuchnęła głośnym, niepohamowanym śmiechem, który wypełnił cały pokój. – Już? – zapytała między chichotami, nie próbując nawet ukryć rozbawienia. – Naprawdę już? Myślałam, że przynajmniej spróbujesz potrwać dłużej, leżał nieruchomo, czując, jak wstyd zalewa go falą gorąca od stóp aż po czubek głowy. Chciał coś powiedzieć, wytłumaczyć, że to stres, że ostatnio źle sypia, że to nie jego wina, ale słowa uwięzły mu w gardle, a ona wciąż się śmiała, zakrywając twarz dłonią, jakby cała sytuacja była dla niej najlepszą komedią sezonu. – No nieźle – dodała jeszcze, otrząsając się z kolejnego napadu chichotu. – Za szybko doszedłeś i tyle. Mogłeś choć ostrzec. Każde jej słowo wbijało się w niego jak igła, a on czuł, że nie tylko stracił kontrolę nad ciałem, ale i nad resztkami godności. Próbował odwrócić wzrok, ale ona nadal patrzyła na niego z rozbawieniem, jak na kogoś, kto właśnie zaliczył widowiskową wpadkę. Wstał w końcu, ubrał się w milczeniu, a ona wciąż od czasu do czasu popiskiwała ze śmiechu, przypominając mu, jak krótko to trwało. Wyszedł z poczuciem, że właśnie stał się bohaterem żartu i wyśmiania, którego nie da się zapomnieć, a jej śmiech brzmiał mu w uszach jeszcze długo potem, jak echo porażki, której nie dało się cofnąć.