Leżał na plecach i wpatrywał się w sufit. Obok niego spała Kasia, spokojna, zadowolona, z lekkim uśmiechem na ustach. Dla niej wszystko było w porządku. Dla niego – nie. W głowie wciąż krążyła ta sama myśl: za mało. Zawsze za mały wytrysk. Znał jej bogatą przeszłość. Nie dlatego, że pytał. Po prostu czasem, gdy byli blisko, padały pół słowa, porównania, wspomnienia. Poprzedni partner miał mieć „intensywny wytrysk”. Inny „zaskakiwał ilością spermy”. Nigdy nie dopytywał o szczegóły, ale wyobraźnia robiła swoje. I za każdym razem, gdy dochodził, czuł ten sam ukłucie wstydu. Jego wytrysk był skromny, krótki, prawie dyskretny. Żadnego dramatycznego finału, żadnego „wow”. Tylko ciche westchnienie i poczucie, że znowu zawiódł. Tamtej nocy było tak samo. Kasia jęknęła, przycisnęła się do niego, pocałowała w ramię. – Było dobrze – szepnęła. On tylko skinął głową, bo nie umiał powiedzieć, że dla niego nie. Leżał i porównywał. Wyobrażał sobie, jak wyglądało to z tymi innymi. Jak bardzo musieli ją zaskakiwać. Jak bardzo on wypada blado. Czuł się przez to gorszy. Zawiódł. Rano wstał pierwszy. W łazience patrzył na swoje odbicie i czuł się mniejszy, niż był. Kasia weszła za nim, objęła go od tyłu i oparła brodę na jego ramieniu. – Nie jesteś gorszy – powiedziała. – Po prostu inny. I to mi wystarcza. On chciał w to uwierzyć. Naprawdę chciał. Ale w głowie wciąż siedział ten cichy głos, który szeptał, że poprzednicy zostawiali po sobie więcej spermy niż on. I dopóki ten głos nie zamilknie, każda kolejna noc będzie dla niego kolejnym sprawdzianem, którego – w swoim mniemaniu – nigdy w pełni nie zda.