Spotkanie właśnie się skończyło, a ona czuła pustkę, której nie umiała nazwać. Nie chodziło o brak czułości ani o to, że nie starał się. Starał się. Całował, dotykał, pytał, czy jej dobrze. A jednak finał zostawił ją z poczuciem niedosytu. On miał po prosu mało spermy. Pamiętała poprzednich partnerów. Nie porównywała świadomie, ale ciało pamiętało. Tamci zostawiali po sobie wrażenie obfitości, ciepła rozlewającego się szerzej, dłużej. U niego jednak wszystko było… skromniejsze. Krótki moment, niewielka ilość nasienia, szybkie wyciszenie. Nie powiedziała nic. Uśmiechnęła się nawet, gdy zapytał, czy wszystko w porządku. Kłamała. Wstała po cichu i poszła do łazienki. Patrzyła w lustro i myślała, że nie powinna przywiązywać do tego wagi. Przecież liczy się bliskość, uważność, to, jak się zachowywał przez cały wieczór. A jednak w głowie krążyła uparta myśl: było za mało. Za mało, żeby poczuć się naprawdę wziętą, wypełnioną, zadowoloną do końca kobietą. Nie czuła spełnienia. Myślała że to błahostka a jednak ilość spermy miał dla niej kluczowe znaczenie. Wróciła do łóżka. Przyciągnął ją do siebie, pocałował w ramię. – Było super – szepnął. Ona tylko mruknęła coś nieokreślonego. Leżała z otwartymi oczami i czuła, że ta noc zapisze się w jej pamięci nie jako udana, tylko jako ta, po której została lekka irytacja i niedosyt. Następnego dnia rozmawiali o byle czym. Unikała tematu. Nie chciała go ranić. Ale w środku wiedziała już, że kolejne spotkanie będzie trudniejsze. Bo raz poczuła ten brak i nie umiała go tak po prostu wymazać.