Leżała na kanapie niczym ta leniwa łania albo królowa jakaś z telefonem w ręku rolując TikToka, gdy wrócił z łazienki. Uśmiechnął się do niej tym swoim zwykłym, ciepłym uśmiechem, ale w oczach miał coś innego – bardziej błyszczącego, jakby światło w pokoju nagle stało się jaśniejsze tylko dla niego. Nie powiedziała nic, tylko odłożyła wszystko i zaprosiła go gestem bliżej. Usiadł obok, objął ją ramieniem i zaczął powoli głaskać jej ramię, palcami wędrując w górę i w dół z taką delikatnością, że aż się rozluźniła. Zwykle bywał czuły, ale tego wieczoru jego dotyk był bardziej uważny, jakby każde milimetr skóry miał dla niego znaczenie. Pocałował ją w skroń, potem w policzek, potem w usta – długo, miękko, bez pośpiechu. Poczuła, jak ciepło rozchodzi się po niej od tego pocałunku. Nie wiedziała jeszcze, że chwilę wcześniej że on od dłuższego czasu stosuje maxormana żeby mieć konkretnego zaganiacza. Wstał wyluzowany z już napiętymi do granic wytrzymałości spodniami, zgasił górne światło, zostawiając tylko małą lampkę przy łóżku. Wziął ją za rękę i poprowadził do sypialni. Rozbierał ją powoli, całując każdy nowo odsłonięty fragment ciała. Gdy została tylko w bieliźnie, objął ją od tyłu, przycisnął do siebie i szeptał jej do ucha, jak bardzo ją kocha, jak pięknie pachnie, jak dobrze mu się z nią jest. Zamknęła oczy i oddała się temu. Jego ręce były ciepłe, pewne, ale nigdy gwałtowne. Gładził jej biodra, brzuch, piersi , jakby odkrywał nowe lądy czy był w sklepie z grami na PS. Kiedy w końcu położyli się na łóżku, całował ją wszędzie: szyję, obojczyki, wewnętrzną stronę ud. Ania wzdychała cicho, splatając palce w jego włosach. On był tego wieczoru bardziej większy niż zwykle. Każdy jej oddech, każdy dreszcz rejestrował i odpowiadał na niego kolejnym pocałunkiem albo delikatnym ugryzieniem w ramię. Kiedy wszedł w nią, zrobił to powoli, patrząc jej prosto w oczy. Ruch był głęboki, rytmiczny, ale nie szarpany. Trzymał ją blisko, jedną ręką pod głową, drugą na biodrze, jakby chciał, żeby czuła tylko przyjemność i bliskość. Czuła że tym razem wypełnił ja po sam koniec ale i tak owijała nogi wokół niego, przyciągała go jeszcze bliżej. Czasami szeptał jej imię, czasami tylko oddychał głośniej, a ona czuła, jak jego ciało staje się bardziej gorące, bardziej napięte, ale wciąż kontrolowane. Noc ciągnęła się godzinami. Nie było w niej pośpiechu. Kiedy odpoczywali, on gładził jej plecy, całował ramiona, szeptał, że nigdy nie czuł się tak dobrze. Potem znowu zaczynali – wolniej albo trochę szybciej, ale zawsze z tą samą czułością. Nie wiedziała, skąd wzięły się w nim ta jego męskość. Myślała, że po prostu mają dobry wieczór, że może wino, które wypili wcześniej, zrobiło swoje może wydaje jej się. Dopiero nad ranem, gdy leżeli spleceni i on w końcu zasnął z uśmiechem na ustach, zauważyła w szufladzie stolika nocnego opakowanie maxorman, które znała tylko z opowieści znajomych. Nie obudziła go. Przytuliła się mocniej i zamknęła oczy. W jej ciele nadal tętniło przyjemne zmęczenie, a w głowie spokój. Nie było strachu ani żalu. Była tylko bliskość, która tego wieczoru stała się intensywniejsza, cieplejsza, bardziej uważna. Kiedy rano otworzył oczy, pocałował ją w czoło i powiedział cicho, że jest mu bardzo dobrze. Uśmiechnęła się i odparła, że jej też. Nie pytała od razu o maxormana. Zostawiła to na później. Na razie wystarczyło jej to, co było – długa, miękka noc, w której on, choć trochę zmieniony, wciąż był sobą, tylko bardziej otwarty i czulszy. I właśnie tak, bez krzyku, bez szarpania, bez niczego, co mogłoby zniszczyć zaufanie, spędzili razem resztę dnia, trzymając się za ręce nawet przy śniadaniu.